Życie towarzyskie i uczuciowe, cz.2
Grzmot ostatniej tego roku, jesiennej burzy zagłuszył dźwięk dzwonka do drzwi. Dopiero po dłuższej chwili sprawdziłem, kto się do mnie dobija. We fleszach błyskawic zobaczyłem żałosną postać: ociekający wodą, w wymiętoszonym ubraniu, ściskający pod pachą przemoknięte zawiniątko, stał stary znajomy, człowiek legenda, bohater wielu anegdot i barwnych opowieści, jak to się kiedyś mówiło, „król życia”. Trafnie oceniłem sytuację: – Wyrzuciła… – bardziej stwierdziłem, niż zapytałem. – Ano wyrzuciła – odparł ponuro. – Jak psa… Kazała mi spakować osobiste rzeczy, jak się wyraziła, w torebkę po cukrze i WON!!! Pokazała drzwi…Zaprosiłem życiowego rozbitka do środka, napoiłem gorącą herbatą i wysłuchałem opowieści o smutnym końcu Casanovy znad Wisły. Nie będę oceniał, kto miał w tym konflikcie rację. Z jednej strony nie chcę być postrzegany przez drogie Czytelniczki, jako „szowinistyczny męski świń”, który bezkrytycznie broni swego pobratymca, z drugiej, płciowa solidarność nakazuje mi milczenie na temat znajomego, który, obiektywnie rzecz biorąc, daleki jest od ideału.
Ale porzucając ten szczególny wypadek, czasy mamy takie, że, daragije gaspada, weszliśmy w erę pełzającego matriarchatu. Nie chodzi tu wcale o jakieś tam parytety ani o to, że diabeł, gdzie tylko może, to babę pośle. Jeśli kobiety, chcą rywalizować z nami, ba, nawet nas pokonywać w dobrym, to o.k.. Ale one zaczęły nas gonić w złym, nagannym i godnym potepienia. Trwożliwie przeczytałem artykuł w jednym z ostatnich Newsweeków, że prawie 30. tysięcy mężczyzn w Polsce ma założoną policyjną niebieską kartę, czyli jest ofiarami psychicznej i fizycznej przemocy stosowanej przez rodzime Horpyny, jednym słowem dostaje w taki lub inny sposób regularny łomot od swoich wybranek. Ale, ale szanowne Panie, proszę się nie denerwować i nie zaciskać rączek w pięści. Przyznaję, że dzisiejsi mężczyźni w wielu wypadkach sami sobie są winni i z facetów stają się w wielu wypadkach przedstawicielami niekreślonej płci, pełnej niezdecydowania i bezikrowości. – Chłopy są teraz takie słabe, ze szmatą dobijesz – mawiała pewna moja znajoma, z którą zerwałem kontakty, odkąd zaczęła trenować kulturystykę.
Współczesny zabiegany, przebierający odnóżami w pogoni za sukcesem, niczym zziajany chomik w bębnie, mężczyzna pełen jest nerwic i kompleksów. W tej sytuacji w życiu intymnym o spektakularną porażkę nie trudno. W głębi duszy paw rozpościera swój dumny ogon – gdy tymczasem na zewnątrz – szkoda gadać: nędzne piórko oklapnięte na wietrze. No i co w takiej sytuacji robić, gdy, jak pisał poeta: „umówiłem się z nią nadaremnie, dupa była – ale ze mnie”? Po pierwsze nie wpadać w panikę. Nieodżałowanej pamięci mistrz olimpijski Władysław Komar mawiał w przypływach szczerości, że nie ma takiej sytuacji, z której mężczyzna nie mógłby się jakoś wylizać. Może to i prawda, ale z drugiej strony to trochę tak, jakby zaprosić wybrankę do opery i kazać jej w kółko słuchać uwertury, chociażby najzgrabniej granej. W końcu może się znudzić. Ale porzućmy życie operowe i przejdźmy do prozy dnia codziennego.
W sytuacjach kryzysowych należy zachować spokój i godność. Jakiekolwiek skomlące tłumaczenia, typu: „niemniej w pracy mnie chwalą”, nie mają kompletnie żadnego sensu i robią z nas coraz bardziej żałosnego idiotę. Lepiej zachować wyniosłe milczenie, ewentualnie podeprzeć się jakimś autorytetem,np. wielki Immanuel Kant, znany prywatnie ze swojej aseksualności, mawiał z pogardą, że miłosne igraszki, „to ruchy niegodne niemieckiego filozofa”. I tak od słowa do słowa możemy wciągnąć naszą partnerkę w dysputę na temat transcendentnych zagadek bytu…Oczywiście, jeśli mamy szczęście, to może zdarzyć się okoliczność, która, choć w części, zdejmie z nas poczucie winy. I tu znów posłużę się poetyckim cytatem: „ona nago i ja nago…- a tu lumbago!” A na lumbago na razie, jak wiadomo, nie wymyślono jeszcze skutecznego lekarstwa. Przy odrobinie szczęścia możemy więc w partnerce poruszyć oceany współczucia i poddać się jej pielęgnacyjnym zabiegom, sami w głębi duszy ufając, iż jak mawia staropolskie przysłowie, „jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści…”
Andrzej Kołodziejski



