Mam nowy pomysł na muzykę, którą uwielbiam komponować ( http://e-grabek.pl/ )… Generalnie dość często tak mam, ale tym razem jest to o tyle warte odnotowania, że całkowicie burzy moje dotychczasowe pojęcie tego, co lubię, a zwłaszcza tego, czego bardzo unikałem dotąd w swej muzyce.
Otóż właśnie wczoraj jeden z naszych pracowników – Robert, który zajmuje się także masażem shiatsu, namówił mnie na posłuchanie „ze zrozumieniem” muzyki, której on używa jako podkładu do swych zabiegów i muszę uczciwie przyznać, że nie tylko mi się spodobało, ale nawet zainspirowało do własnych poszukiwań w tym, tak do tej pory omijanym kierunku. Takie niby dalekowschodnie pitolenie, niby tylko muzyka relaksacyjna i w gruncie rzeczy nieniosąca żadnych treści ani tym bardziej emocji, a jednak…
Naszła mnie taka refleksja, że jakby dobrze się wsłuchać i zrobić gruntowny „rachunek sumienia”, to przecież sporo jest elementów wspólnych między takim graniem a moją ukochaną szkołą berlińską. Bo przecież i tu, i tam jest ten klimat zasłuchania, jest to „płynięcie” i subtelne falowanie frazy, tyle że w elektronice osiąga się je za pomocą sequencerów i ich basowego ostinata, a na Wschodzie egzotycznymi instrumentami perkusyjnymi (między innymi tablą) i np. sitarem.
Reasumując, ciągnie mnie też do spróbowania swych sił także i na tym polu i nawet już słyszę w głowie, jak to ma brzmieć i z czego się składać, teraz tylko mieć czas siąść do klawiatury i poszukać odpowiedniego zestawu brzmień w swym wirtualnym instrumentarium VST.
Może już jutro…
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie!
Marek Grabowski



