W fundacji na Żwanowieckiej powoli zaczyna rozbrzmiewać muzyka. Nie ma nic dziwnego w tym, że w miejscu pracy po cichutku daje o sobie znać radio. Więc piszę o tym „dlaczego”? Ano, bo jestem tu już cztery miesiące, a dopiero na dniach zorientowałem się, że do moich uszu docierają dźwięki Eurythmics, Vaya con dios, Madonny, Depeche Mode czy choćby Lady Pank i Perfectu. Raczej niemożliwe jest, żebym wcześniej nie zwrócił po prostu uwagi na rozbrzmiewającą – nawet po cichu – muzykę. Przez całe młodzieńczo-studenckie lata muzyka była dla mnie wszystkim i życie bez niej wydawało mi się niemożliwe. Teraz jest trochę inaczej, choć wciąż mam ogromną słabość do zharmonizowanych (albo i nie!) partii gitar, instrumentów klawiszowych, czy ciekawych rytmicznie „rozwiązań” perkusyjnych, nie wspomniawszy już o dobrym wokalu. W każdym razie piszę o tym dlatego, gdyż nieobecność muzyki w czasie pracy nie zasmucała mnie i nie przeszkadzała mi wcale. Kiedyś było to nie do pomyślenia, a dzisiaj stało się dla mnie czymś zwyczajnym. W każdym razie coś, co jeszcze trzy lata temu wydawało mi się czymś na trwałe przypisanym do mojego codziennego życia, i wręcz nieusuwalnym, dzisiaj okazuje się czymś zwykłym i w sumie niekoniecznie nieodzownym. Nie chcę wciskać na tym blogu jakiś pseudo-filozoficznych farmazonów, ale naprawdę mnie to zadziwia – zadziwia mnie fakt, że nie ma tak naprawdę nic pewnego, nic czego na zawsze można byłoby się złapać. Idąc dalej tym tropem przyzwyczajać się nie ma co do niczego, nawet do najpewniejszego pewnika. Niektórzy twierdzą, że takim pewnikiem jest wiara, inni, że praca, jeszcze inni, że pasje i marzenia. Ja jednak coraz częściej myślę, coraz częściej do mnie dociera, że to czego trzymam się ja, a przynajmniej od pewnego czasu wydaje mi się, że trzymam się właśnie tego, w każdym razie jest to myśl i słowo. Nie potrafię wyobrazić sobie istnienia bez myśli i słowa. Oto moje pewniki, które wedle moich przeczuć i intuicji doprowadzają najbardziej zagorzałych do milczenia, pustki i ogromnej ciszy. Jeżeli i one są ostatecznie niekonieczne dla funkcjonowania i istnienia, a doprowadzają ostatecznie do „świętego spokoju” i „świętej ciszy” czuję się szczęśliwy, że „obecna cisza” lub jej zaprzeczenie nie są dla mnie czymś nieprzyswajalnym i męczącym. Grunt to przyzwyczajać się do ostateczności. Powoli i na dostępnym materiale ;-) . Tyle na dzisiaj.

Maciek

Share

Leave a Reply

Stats
  • Total Stats
    • 6 Authors
    • 69 Posts
    • 0 Tags
    • 0 Comments
    • 7 Links
  • 10 Most Commented Posts
    • N/A